Strona główna | Redakcja

Zgoda buduje… Felietn sportowy Andrzeja Wasika / nr 16/11

Zgoda buduje…
… a niezgoda rujnuje. To staropolskie powiedzenie sprawdza się na przykładzie sosnowieckich klubów sportowych.

Powiało wielkim sportem w Zagłębiu Dąbrowskim, a to za sprawą kolarskiego wyścigu Tour de Pologne. Dawno już nasz region nie gościł imprezy takiej rangi. Będzin, Czeladź, Dąbrowa Górnicza – nazwy tych miast mocno zostały wyeksponowane za sprawą transmisji telewizyjnych. Oczywiście trzeba było za to zapłacić. W przypadku Dąbrowy Górniczej, w której była meta drugiego etapu była to podobno kwota około 300 tysięcy złotych. Będzin, skąd kolarze startowali do trzeciego etapu, zapłacił nieco mniej. A najmniej chyba Sosnowiec, gdzie była tylko premia lotna. W sumie był to jednak kawał grosza i nie zabrakło sceptyków, którzy wyrazili wątpliwość czy za taką promocję warto było aż tyle zapłacić. Na dodatek mają poparcie wielu mieszkańców, którzy mieli pretensje za paraliż komunikacyjny w tych miastach, gdyż podczas przejazdu kolarzy trzeba było na wiele godzin zamknąć ulice. Bądźmy jednak sprawiedliwi, dawno już na ulicach naszych miast nie widziano tylu ludzi, którzy dopingowali kolarzy. Miejskie władze też są zadowolone, uważając, że gdyby przeliczyć te pieniądze na minuty obecności w telewizji – nie tylko polskiej – oraz w innych mediach, to nie są one takie wielkie.

Działacze z wielu klubów co prawda twierdzą, że oni lepiej by te pieniądze spożytkowali, ale jednak przykłady z niektórych z nich zdecydowanie temu przeczą. Wystarczą przykłady z Zagłębia Sosnowiec, choć z różnych sekcji. Mam na myśli hokeistów i piłkarzy. I jedni, i drudzy wygenerowali potężne długi, w zamian nie dając praktycznie nic. Pierwsi nie znaleźli się na podium, choć to obiecywano. Drudzy nie awansowali do I ligi, pozostawiając na dodatek spory niesmak po swoich występach.
Oba kluby, noszące tą samą nazwę, ale będące jednak oddzielnymi podmiotami, są praktycznie „na garnuszku miasta”. I wydawało się, że jest to dla nich ogromna szansa na to, żeby skonsolidować wokół nich wszystkich ludzi dobrej woli – począwszy od działaczy, sponsorów, trenerów, zawodników, na kibicach skończywszy. Niejako na zasadzie popularnego hasła: wszystkie ręce na pokład! Wygląda jednak na to, że daleka do tego droga. Zamiast zgody, która przecież buduje, mamy wzajemne pretensje, a nawet działania, które mogą zaszkodzić.
Przykłady? Proszę bardzo.

Niedawno zakończył się proces rejestracji miejskiej spółki hokejowej Zagłębie Sosnowiec S.A. Jej kapitał zakładowy spółki wynosi 500 tys. zł, a pieniądze wyłożyło miasto. Wiadomo jednak, że hokeiści, aby stanąć na nogi, będą potrzebowali do końca roku 1,2 mln zł.
Mówił o tym podczas lipcowego posiedzenia Komisji Budżetowej Rady Miejskiej Marcin Fall, nowy prezes spółki. „Prowadzona jest restrukturyzacja zadłużenia. Zgodnie z zestawieniem przedstawionym przez stowarzyszenie Klub Hokejowy Zagłębie - Sosnowiec, od którego przejęliśmy miejsce w ekstraklasie, jego zobowiązania osiągnęły poziom 719,5 tys. zł, ale mogą być wyższe. […] Od poprzedniego prezesa otrzymałem spis sponsorów, z którymi stowarzyszenie jest do tej pory w stosunkach umownych, i teraz oczekuje wysokiej prowizji” – informował radnych pan Fall. I dodał: „Budowanie grupy sponsorskiej potrwa nawet trzy lata. Do tego czasu bez wsparcia miasta drużyna hokeja się nie utrzyma”.

Pieniądze to jeden problem. Drugi to proces włączenia w struktury Zagłębia Sosnowiec S.A. młodzieżowych klubów UKS „Sielec” i UKS „Zagłębie”, które były utrzymywane przez miasto za pomocą dotacji na szkolenie młodzieży. Okazuje się, że te kluby mają żal do prezesa Falla, że nie wiadomo jak to połączenie ma się odbyć. Mają pretensje, że zaczęło się od obniżenia wynagrodzeń dla trenerów UKS-ów. Żaden z nich nie ma podpisanych umów na nowy sezon treningowy, w sierpniu prowadzili zajęcia za darmo. Zbulwersowani poprosili o spotkanie z prezydentem Sosnowca. Podobnie postąpili ludzi z sekcji łyżwiarstwa figurowego, którzy poczuli się zagrożeni, twierdząc, że preferowanie hokeja może skończyć ich działalność. Kazimierz Górski próbuje uspokoić wzburzone nastroje, zapewniając, że trzeba sobie dać czas na znalezienie najlepszych rozwiązań.

Inne problemy trapią piłkarskie Zagłębie, w którym też doszło do zmiany prezesa. Marka Adamczyka - który nie tylko nie zdołał wyprowadzić klubu na prostą, czytaj: doprowadzić do płynności finansowej, a wręcz powiększył zadłużenie - zastąpił Leszek Baczyński. To człowiek doskonale znany, przez wielu traktowany jak legenda, bo przed laty potrafił wraz ze współpracownikami doprowadzić Zagłębie od okręgówki do ekstraklasy. Jednak teraz gdy zapoznał się z sytuacją finansową klubu, dowiadując się, że ten ma ponad 2 miliony zł długu, to był bliski rezygnacji. Jednak na razie trwa, bo liczy na pomoc skąd się tylko da.

Wydawałoby się, że najszybciej przyjdzie ona ze strony kibiców, którzy kiedyś Baczyńskiego uwielbiali. I spotkała go nieprzyjemna niespodzianka. Pierwszy mecz na Ludowym w sezonie 2011/2012, z Energetykiem ROW Rybnik został przez tych „zorganizowanych” zbojkotowany. Przed meczem przyszli, wzięli flagi i inne kibicowskie akcesoria, informując, że zakładają „prawdziwe” Zagłębie. Ich drużyna ma grać na boisku w Zagórzu w rozgrywkach B-klasy. Dlaczego? Bo się obrazili…

I pomyśleć, że na murach wielu domów w Sosnowcu i nie tylko ciągle w oczy biją napisy okraszone herbem Zagłębia: „Wiara która przetrwała” czy „Na dobre i na złe”. Co się więc stało? Wtajemniczeni twierdzą, że naruszone zostały interesy (przynoszące pokaźne dochody, żeby sprawa była jasna) szefów sosnowieckich kibiców. Do tego trzeba dodać aresztowania niektórych, po postawieniu im zarzutów typu: rozboje, szantaże czy handel narkotykami.

Być może po prostu przestraszyli się ostatnich zatrzymań, a także skutecznego monitoringu na stadionie w Sosnowcu, który nie dawał im już takiej swobody w robieniu „zadym” na trybunach. W B-klasie na pewno nie będą tak kontrolowani, będą mogli więc… Aż strach pomyśleć, co będą mogli robić. Oby tylko nie powtórzyła się historia sprzed lat, kiedy to kluby w mniejszych miejscowościach wolały oddać Zagłębiu mecz walkowerem, byle jego kibice nie przyjeżdżali.

To już jednak problem jakby innej natury. Wróćmy zaś do Zagłębia, które póki co gra jeszcze w II lidze. Póki co, bowiem komisja licencyjna PZPN objęła sosnowiecki klub nadzorem pod względem finansowym. I może się okazać, że jeżeli nie zacznie spłacać długów, albo nie dogada się z wierzycielami co do spłaty zobowiązań, to zostanie pozbawione licencji i relegowane z II ligi. A jednym z pokaźnych źródeł dochodów jest sprzedaż biletów. Gdy jednak „prawdziwi” kibice ogłosili bojkot, to ta jest znacznie mniejsza. Chociaż nie brakuje i takich opinii, że z drugiej strony Zagłębie oszczędzi na… karach płaconych do PZPN za wybryki kibiców. To jednak raczej taki uśmiech przez łzy.
 
 

Partnerzy