Przyjęcie euro jako waluty krajowej i to w 2012 roku stało się dzięki "politykom" takim wyznacznikiem postaw społecznych, jak nie przymierzając niegdysiejsze boje katolików z kalwinami, albo znacznie późniejsze - partyjniaków z solidaruchami. Więcej zacietrzewienia niż wiedzy. Media też nie bez winy - poza masą banałów brak podstawowych informacji.
Jednym myśl ta spędza sen z powiek już od wejścia do UE, bo dla nich - jak piszą i mówią - to resztki suwerenności narodowej. Innym - od słów premiera Donalda Tuska, który zapowiedział euro we wrześniu tego roku na Forum Ekonomicznym w Krynicy. Najczęściej jako datę podaje się rok 2012. Pewnie nie bez znaczenia dla determinacji rządu w podtrzymywaniu tej decyzji jest fakt, iż Słowacja wprowadziła europejską walutę już w styczniu br. I ma się dobrze.
Należałoby zatem odpowiedzieć na kilka pytań: co zrobić, żeby wprowadzić euro? Czy po jego wejściu nasza gospodarka dostanie napędu? Czego oczekuje rząd i ekonomiści z których każdy ma na ten temat odrębne zdanie? Czy nastąpi wzrost cen, którego obawiają się producenci i konsumenci?
O tym, czy dany kraj jest gotowy na wprowadzenie euro decyduje osiągnięcie przezeń wysokiego stopnia spójności gospodarczej na podstawie wypełnienia czterech kryteriów: inflacyjnego, fiskalnego, stopy procentowej i kursu walutowego, zwanych często kryteriami z Maastricht.
Oceny dokonuje Komisja Europejska i Europejski Bank Centralny. Kryterium kursu walutowego wymaga uczestniczenia waluty danego kraju w europejskim Mechanizmie Kursowym -- ERM II przez co najmniej dwa lata i poszanowania zwykłych marginesów wahań kursowych przewidzianych w tym systemie, tj. +/- 5% wokół parytetu centralnego, przy czym kurs waluty krajowej nie może podlegać silnym napięciom. Andrzej Sławiński, członek Rady Polityki Pieniężnej twierdzi, iż kryteria z Maastricht Polska niedawno spełniała. Problem w tym, że "niedawno" w obliczu obecnej sytuacji finansowej na świecie oznacza "bardzo dawno". Najlepsi analitycy nie są w stanie przewidzieć, jak będzie wyglądała sytuacja w gospodarce amerykańskiej, czy spowolnienie wzrostu w Europie będzie trwałe i w jakim stopniu przełoży się na tempo wzrostu w Polsce. Bez własnego wkładu coraz trudniej
uzyskać kredyt na mieszkanie, bo banki wymagają niesamowitych zabezpieczeń. Wiele przedsiębiorstw wstrzymuje produkcję a pracownikom grozi bezrobocie. Z Anglii i Irlandii wracają (co prawda - nie gremialnie) Polacy, bo i tamtejsze firmy też ograniczają zatrudnienie. Wprawdzie znaczna inflacja w Polsce spowodowana była wzrostem cen żywności, surowców i cen kontrolowanych, jednak czy kryzys ma charakter przejściowy, czy wszystkie wymienione tendencje będą krótkotrwałe?
Odpowiadając na pierwsze pytanie, można stwierdzić, że jeżeli kryzys jest krótkotrwały (w co trudno uwierzyć), to 2012 rok jest możliwą datą przyjęcia euro przez Polskę - oczywiście po spełnieniu kryteriów konwergencji i dwuletnim okresie przebywania w ERM II.
Co się tyczy konsumenckich obaw dotyczących wzrostu cen, to wszystko zależy od dobrego przygotowania instytucji, których zadaniem jest ochrona praw nabywców oraz -- generalnie -- ochronnej, odpowiedzialnej i skutecznej polityki państwa wobec własnych obywateli.
Metody chroniące przed ukrytymi podwyżkami cen okazały się skuteczne w krajach, które przyjęły wspólną walutę. Euro wprowadzono do obiegu gotówkowego w 2002 roku w 2 krajach "starej" Unii (bez Wielkiej Brytanii, Danii, Szwecji), w 2007 roku w Słowenii, w 2008 roku na Malcie i Cyprze. Według danych Eurostatu, po wprowadzeniu euro w 2 krajach ceny konsumpcyjne wzrosły tylko o 0,3 punktu % w ramach 2,2% rocznej inflacji. Szczególnie bliski może nam być przykład Słowacji, która bardzo dobrze przygotowała się do kontrolowania wzrostu cen po wejściu do strefy euro, o czym świadczy najdobitniej brak jakichś drastycznych informacji stamtąd dobiegających po 1 stycznia br.
Trzeba jasno stwierdzić, iż przyjęcie wspólnej waluty niesie zarówno korzyści, ale i zagrożenia.
Bezpośrednimi korzyściami, które dadzą się natychmiast odczuć, jest eliminacja kosztów transakcyjnych (wymiany złotego na inne waluty), eliminacja ryzyka kursowego i spadek stóp procentowych. W długim okresie można osiągnąć wzrost stabilności gospodarki, wzrost stopy inwestycji, ożywienie wymiany handlowej i wzrost konkurencyjności polskich przedsiębiorstw, co w perspektywie przełoży się na wzrost gospodarczy. Rezygnacja z własnej waluty przynosi jednak pewne koszty. Przeciwnicy wprowadzenia euro jako główny koszt, a jednocześnie zagrożenie wskazują na rezygnację z niezależnej polityki pieniężnej i kursowej. Polityka taka prowadzona jest na szczeblu Wspólnoty. Innymi kosztami są: przystosowanie do euro systemów informatycznych, koszty szkolenia pracowników, przystosowania urządzeń (bankomatów, automatów do sprzedaży towarów), utraty przez banki części dochodów z transakcji wymiany walut.
Sądzę, że w tej materii jest jednak więcej plusów niż minusów i euro należy wprowadzić do polskiej gospodarki. Jeżeli kryzys finansowy nie będzie długotrwały a sytuacja na rynkach ustabilizuje się, to rok 2012 wydaje się trudny ale możliwy do osiągnięcia.
Jednym myśl ta spędza sen z powiek już od wejścia do UE, bo dla nich - jak piszą i mówią - to resztki suwerenności narodowej. Innym - od słów premiera Donalda Tuska, który zapowiedział euro we wrześniu tego roku na Forum Ekonomicznym w Krynicy. Najczęściej jako datę podaje się rok 2012. Pewnie nie bez znaczenia dla determinacji rządu w podtrzymywaniu tej decyzji jest fakt, iż Słowacja wprowadziła europejską walutę już w styczniu br. I ma się dobrze.
Należałoby zatem odpowiedzieć na kilka pytań: co zrobić, żeby wprowadzić euro? Czy po jego wejściu nasza gospodarka dostanie napędu? Czego oczekuje rząd i ekonomiści z których każdy ma na ten temat odrębne zdanie? Czy nastąpi wzrost cen, którego obawiają się producenci i konsumenci?
O tym, czy dany kraj jest gotowy na wprowadzenie euro decyduje osiągnięcie przezeń wysokiego stopnia spójności gospodarczej na podstawie wypełnienia czterech kryteriów: inflacyjnego, fiskalnego, stopy procentowej i kursu walutowego, zwanych często kryteriami z Maastricht.
Oceny dokonuje Komisja Europejska i Europejski Bank Centralny. Kryterium kursu walutowego wymaga uczestniczenia waluty danego kraju w europejskim Mechanizmie Kursowym -- ERM II przez co najmniej dwa lata i poszanowania zwykłych marginesów wahań kursowych przewidzianych w tym systemie, tj. +/- 5% wokół parytetu centralnego, przy czym kurs waluty krajowej nie może podlegać silnym napięciom. Andrzej Sławiński, członek Rady Polityki Pieniężnej twierdzi, iż kryteria z Maastricht Polska niedawno spełniała. Problem w tym, że "niedawno" w obliczu obecnej sytuacji finansowej na świecie oznacza "bardzo dawno". Najlepsi analitycy nie są w stanie przewidzieć, jak będzie wyglądała sytuacja w gospodarce amerykańskiej, czy spowolnienie wzrostu w Europie będzie trwałe i w jakim stopniu przełoży się na tempo wzrostu w Polsce. Bez własnego wkładu coraz trudniej
uzyskać kredyt na mieszkanie, bo banki wymagają niesamowitych zabezpieczeń. Wiele przedsiębiorstw wstrzymuje produkcję a pracownikom grozi bezrobocie. Z Anglii i Irlandii wracają (co prawda - nie gremialnie) Polacy, bo i tamtejsze firmy też ograniczają zatrudnienie. Wprawdzie znaczna inflacja w Polsce spowodowana była wzrostem cen żywności, surowców i cen kontrolowanych, jednak czy kryzys ma charakter przejściowy, czy wszystkie wymienione tendencje będą krótkotrwałe?
Odpowiadając na pierwsze pytanie, można stwierdzić, że jeżeli kryzys jest krótkotrwały (w co trudno uwierzyć), to 2012 rok jest możliwą datą przyjęcia euro przez Polskę - oczywiście po spełnieniu kryteriów konwergencji i dwuletnim okresie przebywania w ERM II.
Co się tyczy konsumenckich obaw dotyczących wzrostu cen, to wszystko zależy od dobrego przygotowania instytucji, których zadaniem jest ochrona praw nabywców oraz -- generalnie -- ochronnej, odpowiedzialnej i skutecznej polityki państwa wobec własnych obywateli.
Metody chroniące przed ukrytymi podwyżkami cen okazały się skuteczne w krajach, które przyjęły wspólną walutę. Euro wprowadzono do obiegu gotówkowego w 2002 roku w 2 krajach "starej" Unii (bez Wielkiej Brytanii, Danii, Szwecji), w 2007 roku w Słowenii, w 2008 roku na Malcie i Cyprze. Według danych Eurostatu, po wprowadzeniu euro w 2 krajach ceny konsumpcyjne wzrosły tylko o 0,3 punktu % w ramach 2,2% rocznej inflacji. Szczególnie bliski może nam być przykład Słowacji, która bardzo dobrze przygotowała się do kontrolowania wzrostu cen po wejściu do strefy euro, o czym świadczy najdobitniej brak jakichś drastycznych informacji stamtąd dobiegających po 1 stycznia br.
Trzeba jasno stwierdzić, iż przyjęcie wspólnej waluty niesie zarówno korzyści, ale i zagrożenia.
Bezpośrednimi korzyściami, które dadzą się natychmiast odczuć, jest eliminacja kosztów transakcyjnych (wymiany złotego na inne waluty), eliminacja ryzyka kursowego i spadek stóp procentowych. W długim okresie można osiągnąć wzrost stabilności gospodarki, wzrost stopy inwestycji, ożywienie wymiany handlowej i wzrost konkurencyjności polskich przedsiębiorstw, co w perspektywie przełoży się na wzrost gospodarczy. Rezygnacja z własnej waluty przynosi jednak pewne koszty. Przeciwnicy wprowadzenia euro jako główny koszt, a jednocześnie zagrożenie wskazują na rezygnację z niezależnej polityki pieniężnej i kursowej. Polityka taka prowadzona jest na szczeblu Wspólnoty. Innymi kosztami są: przystosowanie do euro systemów informatycznych, koszty szkolenia pracowników, przystosowania urządzeń (bankomatów, automatów do sprzedaży towarów), utraty przez banki części dochodów z transakcji wymiany walut.
Sądzę, że w tej materii jest jednak więcej plusów niż minusów i euro należy wprowadzić do polskiej gospodarki. Jeżeli kryzys finansowy nie będzie długotrwały a sytuacja na rynkach ustabilizuje się, to rok 2012 wydaje się trudny ale możliwy do osiągnięcia.

