Od kilku lat znany jest niezwykły – choćby dlatego, że utrwalony najdawniej – wizerunek Będzina. Kiedy szkic odkryto w jednej z niemieckich bibliotek w zupełnie nieznanym zbiorze 70 widoków miast z I. poł. XVI stulecia, nic nie wiedziano o autorze ani okolicznościach powstania całego „albumu”. Kilkuletnie badania przyniosły jednak efekt i fascynująca zagadka z pogranicza historii i sztuki została rozwiązana.
Cofnijmy się do późnego średniowiecza. W roku 1475 osiemnastoletnia córka Kazimierza Jagiellończyka i Elżbiety Habsburżanki przybyła do Landshutu. Podróż trwała dwa miesiące, a młodziutkiej Jadwidze towarzyszyła eskorta, której nie powstydziłby się żaden ówczesny europejski monarcha. Oczekiwał na nią z niecierpliwością wraz dostojnikami i klerem książę Bawarii- Landshutu, Jerzy Bogaty. Jej przyszły małżonek. Jadwigę i Jerzego nie połączyła miłość, ale polityka. Małżeństwo zostało wynegocjowane w Krakowie przeszło rok wcześniej. Państwo młodzi wzięli ślub w farze pod wezwaniem św. Marcina. Ceremonii przewodniczył arcybiskup salzburski. Po uroczystości orszak ruszył do ratusza, gdzie sam cesarz poprowadził pannę młodą do pierwszego tańca. Wraz z nimi bawiło się przeszło dziesięć tysięcy gości. Wesele to pamiętały i z sentymentem wspominały kolejne pokolenia mieszkańców Landshutu…
Ponad pół wieku później przypomnieli sobie o tym wydarzeniu również wnukowie Jadwigi: Otto Henryk (Ottheinrich) i Filip Swarliwy – synowie Ruprechta hrabiego Palatynatu i Elżbiety, córki Jerzego Bogatego. A to z powodu pewnego dokumentu, o którym mało kto już pamiętał. Był to skrypt dłużny na niewypłacony posag. Okazało się, iż Kazimierz Jagiellończyk nie wypłacił wówczas 32 000 węgierskich guldenów jako wiana panny młodej. Dla braci będących w ustawicznych długach, dokument stał się nieoczekiwanym wybawieniem. Otto Henryk postanowił upomnieć się o zaległą sumę u swego ciotecznego dziada, a mianowicie Zygmunta Starego.
W 1531 roku rozmowy na ten temat podjął palatyn z polskim posłem, biskupem Dantyszkiem, podczas posiedzenia Reichstagu w Ratyzbonie. Nie przyniosły one oczekiwanego skutku. Bracia, a zwłaszcza Otto, postanowili nie rezygnować. Jeszcze w tym samym Dariusz Majchrzak roku wysłano do Zygmunta posłów Palatynatu, którzy przedstawili królowi kwestię nieuregulowanego posagu Jadwigi Jagiellonki. Monarcha zapoznał się z ich argumentacją, po czym – jak wynika z korespondencji – postanowił zbagatelizować sprawę. Zygmunt odpowiedział posłom, iż konsultował się w tej sprawie z senatorami na sejmie krakowskim. Ci zaś zgodnie oświadczyli, iż nic im nie wiadomo o takowych zaległościach, a jeśliby istniały, to są przedawnione. Tak więc ani król, ani tym bardziej senat nie byli skłonni rekompensować komukolwiek skutków sklerozy politycznej przodków.
Wówczas posłowie mieli stwierdzić, iż ks. bawarski Jerzy upominał się o wypłatę posagu, a Kazimierz Jagiellończyk prosił o odroczenie terminu. Wojna bawarska, śmierć ks. Jerzego i jego małżonki spowodowały dalszą zwłokę, ale nie może być mowy o jakimkolwiek przedawnieniu, ponieważ hrabiowie Palatynatu upomnieli się o dług zaraz po osiągnięciu pełnoletniości. Sprawa posagu nie została jednak rozwiązana i posłowie wrócili do Neuburga z pustymi rękoma.
Być może w tym samym roku lub już na początku 1532 r. Otto i Filip ponownie zwrócili się do króla w sprawie długu. Zygmunt w odpowiedzi, powtarzając poprzednie argumenty, stwierdził, iż koronę otrzymał w wyniku elekcji, a nie poprzez prawo dziedziczenia, a poza tym nie jest w stanie i tak spłacić posagu z powodu wydatków, „jakie ponosi w obronie chrześcijaństwa”. Bracia jednak odrzucili argumenty monarchy twierdząc, iż Zygmunt jest dziedzicznym panem Litwy, Rusi, Prus, Mazowsza itd. Koszty zaś związane z wojną nie zwalniają go od odziedziczonych zobowiązań prawnych.Impas trwał nadal.
W kwietniu Otto Henryk zaprosił biskupa Dantyszka do swojej siedziby, gdzie ponownie upomniał się o wypłatę posagu. Biskup wysłuchał palatyna, po czym obiecał zająć się sprawą. Ottheinrich wątpił jednak w prawdziwość słów Dantyszka. Chciał mieć pewność, że biskup nie zapomni o prośbie. W tym celu w listopadzie, kiedy duchowny szykował się do powrotu do Polski, palatyn postanowił wysłać razem z nim jednego ze swoich ludzi. Odstąpił jednak od tego zamiaru. W liście do biskupa Dantyszka pokrętnie twierdził, iż zrezygnował z wysłania swojego człowieka, ponieważ dowiedział się, iż król jest w tej chwili zajęty ważnymi sprawami.
Otto Henryk w oryginalny sposób chciał pozyskać biskupa. Wysłał zapytanie, czy duchowny nie potrzebuje przypadkiem dobrego wałacha, a nawet podarował mu własny portret. Palatyn powiadomił również Dantyszka, iż w razie zwołania sejmu ma zamiar pojechać do Korony, by poznać panów polskich. Poza tym wręczył biskupowi dokumenty potrzebne do zawarcia układów. Jak więc widać, palatyn nie dawał za wygraną i imał się wszelakich sposobów, by osiągnąć zamierzony cel, czyli odzyskać pieniądze.
Na początku stycznia roku 1533 Otto Henryk powziął decyzję o wysłaniu poselstwa do Polski na sejm, by tam publicznie upomnieć się o posag Jadwigi. Wysłannik palatyna ruszył w drogę miesiąc później. O całej sprawie dowiedziała się jednak strona polska. Posła Otto Henryka zatrzymano na polecenie biskupa Dantyszka i wypuszczono dopiero po zakończeniu obrad sejmu. Tym samym uniknięto skandalu i niepotrzebnego rozgłosu.
Zygmunt uznał zapewne w tym momencie, iż młody palatyn zapomni o sprawie. Otto Henryk jednak niedługo po tym wydarzeniu ponownie upomniał się o posag babki. Na początku marca poirytowany sytuacją monarcha wysłał list do palatynów, w którym stwierdził, iż nie rozumie, dlaczego bracia wciąż upominają się o dług.
Według króla w bliżej nieokreślony sposób wypełniono zapisy intercyzy ślubnej dotyczące posagu, chociaż nie zachował się w tej sprawie żaden dokument. Zygmunt uznał także, iż przedawnienie umarza tego rodzaju zobowiązania. Spór trwał jednak nadal. Na początku września palatyni wysłali kolejny list do Zygmunta, w którym chcąc wyjaśnić kwestię posagu, prosili o wyznaczenie terminu i miejsca spotkania z królem.
W odpowiedzi monarcha stwierdził, iż w sprawie posagu nie zmienił zdania, a co do spotkania to jest ono niemożliwe z powodu pory zimowej i grożącej wojny z Wielkim Księstwem Moskiewskim. Jednakże Stary obiecał, iż po powrocie do Polski wyznaczy termin, by ostatecznie porozumieć się z palatynami.
Z 4 stycznia 1534 roku pochodzi list biskupa Jana Chojeńskiego do Jana Dantyszka, w którym nadawca informuje polskiego dyplomatę, iż palatyni Otto i Filip chcą się spotkać z Zygmuntem Starym nie tylko w sprawie posagu, ale być może mają zamiar „starać się o rękę jednej z królewien”. Jak widać, palatyni szukali każdego pretekstu. Ten wybieg nie przyniósł jednak oczekiwanych skutków. Wręcz przeciwnie. Na dworze polskim rozeszła się plotka (o której rozpowszechnienie podejrzewano Fryderyka II – hrabiego Palatynatu), iż brat Otto Henryk cierpi „na nieuleczalną chorobę francuską”. Poza tym, jak się wydaje, propozycji takowego mariażu strona polska nie brała poważnie pod uwagę. Chociażby z tego powodu, iż znana była dworowi polskiemu kiepska sytuacja materialna braci.
W październiku 1535 roku palatyni ponownie wysłali list do króla z prośbą o spotkanie. Monarcha ponownie tłumaczył się brakiem czasu z powodu wojny. Wyjątek uczynił dla swojej córki ze względu na jej ślub z margrabią Joachimem. Jednak zaraz po uroczystości powrócił na Litwę. Ponownie obiecał, iż po zakończeniu konfliktu „ze schizmatykami” określi czas i miejsce spotkania.
W listopadzie roku 1536 Zygmunt, wracając z Litwy do Krakowa, otrzymał list od Otto Henryka, w którym ten informował monarchę o planach przyjazdu do Polski. W związku z tym palatyn prosił o glejt. 28 listopada biskup Dantyszek został poinformowany przez Bartłomieja Schrenka, iż Otto Henryk wyruszył już w drogę do Krakowa, również i w imieniu brata, który w tym czasie rządził palatynatem.
Z listu z 4 grudnia króla Polski do Ottheinricha jasno wynika, iż monarcha nie odpowiedział na zapowiedź przyjazdu palatyna do Krakowa. Otto Henryk tym samym, nie czekając na glejt, wyruszył z własnej inicjatywy do Polski. Kiedy informacja ta doszła do króla, ten rozumiejąc, iż nie pozbędzie się palatyna, wysłał do niego kurtuazyjny list, w którym stwierdził, iż chciał wysłać Henrykowi (oraz jego bratu) zaproszenie, jednakże ten już wyruszył w drogę. Wobec zaistniałych okoliczności wita go w Polsce i wysyła na granicę przewodników. Mowa tu oczywiście o Będzinie. Stąd do krakowskiej rezydencji miało towarzyszyć mu przeszło tysiąc jeźdźców z czterema polskimi dostojnikami na czele.
Pod koniec grudnia palatyn dotarł do Krakowa. 13 stycznia 1537 roku Zygmunt Stary podpisał w końcu dokument uznający reskrypt. Według porozumienia dług miał być wypłacany w ratach. Pierwszą z nich osobiście otrzymał Henryk. Dalszych sześć miało zostać dostarczonych do Norymbergii. Cztery dni później palatyn opuścił ówczesną stolicę Polski. Zygmunt Stary poprosił jednak Ottheinricha o wyświadczenie pewnej przysługi.
Chodziło o to, by Otto udał się w „delikatnej misji” do Berlina, do zięcia króla Polski, a mianowicie księcia Brandenburgii Joachima II. Jaki był powód owej „delikatnej misji”? Tego niestety nie wiadomo. Prawdopodobnie chodziło tu o Jadwigę, córkę Zygmunta Starego, a żonę Joachima. Otóż książę cieszył się sławą utracjusza w Polsce, jego zaś zamiłowanie do zbytku (zwłaszcza do złota i srebra) było w Koronie powszechnie znane. Doświadczył tego chociażby Seweryn Boner (kasztelan biecki i żupnik krakowski), któremu pomimo licznych nalegań elektor nie chciał zwrócić pożyczonych 5000 złotych. Jeszcze w lipcu 1536 roku Zygmunt za pośrednictwem Albrechta, księcia pruskiego starał się wpłynąć na Joachima, by ten zabezpieczył wiano swej żony. Król Polski obawiał się o byt materialny swojej córki. Nawet po ślubie Jadwigi z Joachimem ojciec interweniował w jej sprawie, by jego córka mogła mieć ze sobą polski dwór lub też sposobność nauczenia się języka niemieckiego. Zygmunt Stary, wysyłając Ottheinricha do Berlina chciał zapobiec skandalowi, który mógłby mu zaszkodzić i postawić w niezręcznej sytuacji.
Cała ta historia ma niezwykłe znaczenie dla dziejów Będzina. Nie znamy szczegółów spotkania orszaku Ottheinricha z jego mieszkańcami, znamy natomiast – dzięki rachunkom ze stołu królewskiego (uczta na Wawelu w styczniu 1537 roku) – skład kilkudziesięcioosobowego orszaku. Otóż, znajdował się w nim nadworny malarz palatyna Mathias Gerung (ok. 1500–1570). To on wziął w podróż szkicownik, w którym uwiecznił wszystkie odwiedzane po drodze miasta, prawdopodobnie miejsca postoju. Po powrocie do domu wziął się do pracy, której efektem jest niezwykły album zawierający niemal topograficzne, wierne widoki 70. miast środkowoeuropejskich (dzisiejsza Polska, Czechy oraz Niemcy), w tym dla 65 z nich są to absolutnie najstarsze wizerunki, niekiedy zaś jedyne powstałe przed erą fotografii. Położony na drodze przemarszu (i to dwukrotnie, w drodze do i z Krakowa) Będzin miał niezwykle szczęście, że znalazł się w szacownym gronie takich miast, jak Kraków, Praga, Pilzno, Wrocław czy Berlin.
Cofnijmy się do późnego średniowiecza. W roku 1475 osiemnastoletnia córka Kazimierza Jagiellończyka i Elżbiety Habsburżanki przybyła do Landshutu. Podróż trwała dwa miesiące, a młodziutkiej Jadwidze towarzyszyła eskorta, której nie powstydziłby się żaden ówczesny europejski monarcha. Oczekiwał na nią z niecierpliwością wraz dostojnikami i klerem książę Bawarii- Landshutu, Jerzy Bogaty. Jej przyszły małżonek. Jadwigę i Jerzego nie połączyła miłość, ale polityka. Małżeństwo zostało wynegocjowane w Krakowie przeszło rok wcześniej. Państwo młodzi wzięli ślub w farze pod wezwaniem św. Marcina. Ceremonii przewodniczył arcybiskup salzburski. Po uroczystości orszak ruszył do ratusza, gdzie sam cesarz poprowadził pannę młodą do pierwszego tańca. Wraz z nimi bawiło się przeszło dziesięć tysięcy gości. Wesele to pamiętały i z sentymentem wspominały kolejne pokolenia mieszkańców Landshutu…
Ponad pół wieku później przypomnieli sobie o tym wydarzeniu również wnukowie Jadwigi: Otto Henryk (Ottheinrich) i Filip Swarliwy – synowie Ruprechta hrabiego Palatynatu i Elżbiety, córki Jerzego Bogatego. A to z powodu pewnego dokumentu, o którym mało kto już pamiętał. Był to skrypt dłużny na niewypłacony posag. Okazało się, iż Kazimierz Jagiellończyk nie wypłacił wówczas 32 000 węgierskich guldenów jako wiana panny młodej. Dla braci będących w ustawicznych długach, dokument stał się nieoczekiwanym wybawieniem. Otto Henryk postanowił upomnieć się o zaległą sumę u swego ciotecznego dziada, a mianowicie Zygmunta Starego.
W 1531 roku rozmowy na ten temat podjął palatyn z polskim posłem, biskupem Dantyszkiem, podczas posiedzenia Reichstagu w Ratyzbonie. Nie przyniosły one oczekiwanego skutku. Bracia, a zwłaszcza Otto, postanowili nie rezygnować. Jeszcze w tym samym Dariusz Majchrzak roku wysłano do Zygmunta posłów Palatynatu, którzy przedstawili królowi kwestię nieuregulowanego posagu Jadwigi Jagiellonki. Monarcha zapoznał się z ich argumentacją, po czym – jak wynika z korespondencji – postanowił zbagatelizować sprawę. Zygmunt odpowiedział posłom, iż konsultował się w tej sprawie z senatorami na sejmie krakowskim. Ci zaś zgodnie oświadczyli, iż nic im nie wiadomo o takowych zaległościach, a jeśliby istniały, to są przedawnione. Tak więc ani król, ani tym bardziej senat nie byli skłonni rekompensować komukolwiek skutków sklerozy politycznej przodków.
Wówczas posłowie mieli stwierdzić, iż ks. bawarski Jerzy upominał się o wypłatę posagu, a Kazimierz Jagiellończyk prosił o odroczenie terminu. Wojna bawarska, śmierć ks. Jerzego i jego małżonki spowodowały dalszą zwłokę, ale nie może być mowy o jakimkolwiek przedawnieniu, ponieważ hrabiowie Palatynatu upomnieli się o dług zaraz po osiągnięciu pełnoletniości. Sprawa posagu nie została jednak rozwiązana i posłowie wrócili do Neuburga z pustymi rękoma.
Być może w tym samym roku lub już na początku 1532 r. Otto i Filip ponownie zwrócili się do króla w sprawie długu. Zygmunt w odpowiedzi, powtarzając poprzednie argumenty, stwierdził, iż koronę otrzymał w wyniku elekcji, a nie poprzez prawo dziedziczenia, a poza tym nie jest w stanie i tak spłacić posagu z powodu wydatków, „jakie ponosi w obronie chrześcijaństwa”. Bracia jednak odrzucili argumenty monarchy twierdząc, iż Zygmunt jest dziedzicznym panem Litwy, Rusi, Prus, Mazowsza itd. Koszty zaś związane z wojną nie zwalniają go od odziedziczonych zobowiązań prawnych.Impas trwał nadal.
W kwietniu Otto Henryk zaprosił biskupa Dantyszka do swojej siedziby, gdzie ponownie upomniał się o wypłatę posagu. Biskup wysłuchał palatyna, po czym obiecał zająć się sprawą. Ottheinrich wątpił jednak w prawdziwość słów Dantyszka. Chciał mieć pewność, że biskup nie zapomni o prośbie. W tym celu w listopadzie, kiedy duchowny szykował się do powrotu do Polski, palatyn postanowił wysłać razem z nim jednego ze swoich ludzi. Odstąpił jednak od tego zamiaru. W liście do biskupa Dantyszka pokrętnie twierdził, iż zrezygnował z wysłania swojego człowieka, ponieważ dowiedział się, iż król jest w tej chwili zajęty ważnymi sprawami.
Otto Henryk w oryginalny sposób chciał pozyskać biskupa. Wysłał zapytanie, czy duchowny nie potrzebuje przypadkiem dobrego wałacha, a nawet podarował mu własny portret. Palatyn powiadomił również Dantyszka, iż w razie zwołania sejmu ma zamiar pojechać do Korony, by poznać panów polskich. Poza tym wręczył biskupowi dokumenty potrzebne do zawarcia układów. Jak więc widać, palatyn nie dawał za wygraną i imał się wszelakich sposobów, by osiągnąć zamierzony cel, czyli odzyskać pieniądze.
Na początku stycznia roku 1533 Otto Henryk powziął decyzję o wysłaniu poselstwa do Polski na sejm, by tam publicznie upomnieć się o posag Jadwigi. Wysłannik palatyna ruszył w drogę miesiąc później. O całej sprawie dowiedziała się jednak strona polska. Posła Otto Henryka zatrzymano na polecenie biskupa Dantyszka i wypuszczono dopiero po zakończeniu obrad sejmu. Tym samym uniknięto skandalu i niepotrzebnego rozgłosu.
Zygmunt uznał zapewne w tym momencie, iż młody palatyn zapomni o sprawie. Otto Henryk jednak niedługo po tym wydarzeniu ponownie upomniał się o posag babki. Na początku marca poirytowany sytuacją monarcha wysłał list do palatynów, w którym stwierdził, iż nie rozumie, dlaczego bracia wciąż upominają się o dług.
Według króla w bliżej nieokreślony sposób wypełniono zapisy intercyzy ślubnej dotyczące posagu, chociaż nie zachował się w tej sprawie żaden dokument. Zygmunt uznał także, iż przedawnienie umarza tego rodzaju zobowiązania. Spór trwał jednak nadal. Na początku września palatyni wysłali kolejny list do Zygmunta, w którym chcąc wyjaśnić kwestię posagu, prosili o wyznaczenie terminu i miejsca spotkania z królem.
W odpowiedzi monarcha stwierdził, iż w sprawie posagu nie zmienił zdania, a co do spotkania to jest ono niemożliwe z powodu pory zimowej i grożącej wojny z Wielkim Księstwem Moskiewskim. Jednakże Stary obiecał, iż po powrocie do Polski wyznaczy termin, by ostatecznie porozumieć się z palatynami.
Z 4 stycznia 1534 roku pochodzi list biskupa Jana Chojeńskiego do Jana Dantyszka, w którym nadawca informuje polskiego dyplomatę, iż palatyni Otto i Filip chcą się spotkać z Zygmuntem Starym nie tylko w sprawie posagu, ale być może mają zamiar „starać się o rękę jednej z królewien”. Jak widać, palatyni szukali każdego pretekstu. Ten wybieg nie przyniósł jednak oczekiwanych skutków. Wręcz przeciwnie. Na dworze polskim rozeszła się plotka (o której rozpowszechnienie podejrzewano Fryderyka II – hrabiego Palatynatu), iż brat Otto Henryk cierpi „na nieuleczalną chorobę francuską”. Poza tym, jak się wydaje, propozycji takowego mariażu strona polska nie brała poważnie pod uwagę. Chociażby z tego powodu, iż znana była dworowi polskiemu kiepska sytuacja materialna braci.
W październiku 1535 roku palatyni ponownie wysłali list do króla z prośbą o spotkanie. Monarcha ponownie tłumaczył się brakiem czasu z powodu wojny. Wyjątek uczynił dla swojej córki ze względu na jej ślub z margrabią Joachimem. Jednak zaraz po uroczystości powrócił na Litwę. Ponownie obiecał, iż po zakończeniu konfliktu „ze schizmatykami” określi czas i miejsce spotkania.
W listopadzie roku 1536 Zygmunt, wracając z Litwy do Krakowa, otrzymał list od Otto Henryka, w którym ten informował monarchę o planach przyjazdu do Polski. W związku z tym palatyn prosił o glejt. 28 listopada biskup Dantyszek został poinformowany przez Bartłomieja Schrenka, iż Otto Henryk wyruszył już w drogę do Krakowa, również i w imieniu brata, który w tym czasie rządził palatynatem.
Z listu z 4 grudnia króla Polski do Ottheinricha jasno wynika, iż monarcha nie odpowiedział na zapowiedź przyjazdu palatyna do Krakowa. Otto Henryk tym samym, nie czekając na glejt, wyruszył z własnej inicjatywy do Polski. Kiedy informacja ta doszła do króla, ten rozumiejąc, iż nie pozbędzie się palatyna, wysłał do niego kurtuazyjny list, w którym stwierdził, iż chciał wysłać Henrykowi (oraz jego bratu) zaproszenie, jednakże ten już wyruszył w drogę. Wobec zaistniałych okoliczności wita go w Polsce i wysyła na granicę przewodników. Mowa tu oczywiście o Będzinie. Stąd do krakowskiej rezydencji miało towarzyszyć mu przeszło tysiąc jeźdźców z czterema polskimi dostojnikami na czele.
Pod koniec grudnia palatyn dotarł do Krakowa. 13 stycznia 1537 roku Zygmunt Stary podpisał w końcu dokument uznający reskrypt. Według porozumienia dług miał być wypłacany w ratach. Pierwszą z nich osobiście otrzymał Henryk. Dalszych sześć miało zostać dostarczonych do Norymbergii. Cztery dni później palatyn opuścił ówczesną stolicę Polski. Zygmunt Stary poprosił jednak Ottheinricha o wyświadczenie pewnej przysługi.
Chodziło o to, by Otto udał się w „delikatnej misji” do Berlina, do zięcia króla Polski, a mianowicie księcia Brandenburgii Joachima II. Jaki był powód owej „delikatnej misji”? Tego niestety nie wiadomo. Prawdopodobnie chodziło tu o Jadwigę, córkę Zygmunta Starego, a żonę Joachima. Otóż książę cieszył się sławą utracjusza w Polsce, jego zaś zamiłowanie do zbytku (zwłaszcza do złota i srebra) było w Koronie powszechnie znane. Doświadczył tego chociażby Seweryn Boner (kasztelan biecki i żupnik krakowski), któremu pomimo licznych nalegań elektor nie chciał zwrócić pożyczonych 5000 złotych. Jeszcze w lipcu 1536 roku Zygmunt za pośrednictwem Albrechta, księcia pruskiego starał się wpłynąć na Joachima, by ten zabezpieczył wiano swej żony. Król Polski obawiał się o byt materialny swojej córki. Nawet po ślubie Jadwigi z Joachimem ojciec interweniował w jej sprawie, by jego córka mogła mieć ze sobą polski dwór lub też sposobność nauczenia się języka niemieckiego. Zygmunt Stary, wysyłając Ottheinricha do Berlina chciał zapobiec skandalowi, który mógłby mu zaszkodzić i postawić w niezręcznej sytuacji.
Cała ta historia ma niezwykłe znaczenie dla dziejów Będzina. Nie znamy szczegółów spotkania orszaku Ottheinricha z jego mieszkańcami, znamy natomiast – dzięki rachunkom ze stołu królewskiego (uczta na Wawelu w styczniu 1537 roku) – skład kilkudziesięcioosobowego orszaku. Otóż, znajdował się w nim nadworny malarz palatyna Mathias Gerung (ok. 1500–1570). To on wziął w podróż szkicownik, w którym uwiecznił wszystkie odwiedzane po drodze miasta, prawdopodobnie miejsca postoju. Po powrocie do domu wziął się do pracy, której efektem jest niezwykły album zawierający niemal topograficzne, wierne widoki 70. miast środkowoeuropejskich (dzisiejsza Polska, Czechy oraz Niemcy), w tym dla 65 z nich są to absolutnie najstarsze wizerunki, niekiedy zaś jedyne powstałe przed erą fotografii. Położony na drodze przemarszu (i to dwukrotnie, w drodze do i z Krakowa) Będzin miał niezwykle szczęście, że znalazł się w szacownym gronie takich miast, jak Kraków, Praga, Pilzno, Wrocław czy Berlin.

