Strona główna | Redakcja

Łucja w krainie czarów? Rozmowa z Łucją Ginko / nr 2/09


Z dyrektorką Wydziału Kultury Urzędu Marszałkowskiego dr Łucją Ginko rozmawia Andrzej Sawicki


AS: Taki stołek i… Pani – miłośniczka poezji i literatury, osoba wręcz uduchowiona i jakby zagubiona w świecie (wolno mi tak mówić, bo znamy się przecież od studenckich czasów) w starciu ze skrzeczącą rzeczywistością urzędniczego bytu. Co to za metamorfoza?

ŁG: Sama się czasem dziwię, że tyle lat tu wytrzymuję. Zawsze pociągało mnie bardziej tworzenie kultury niż zarządzanie . Jej kreowanie i poszukiwania są domeną twórców, a zarządzanie obowiązkiem urzędników. Jednak można to pogodzić pod warunkiem niezbędnej pokory wynikającej ze świadomości służebnej roli wobec tych, na rzecz których działamy, a więc także twórców oraz animatorów kultury. Mogę i chcę im doradzać, podsuwać pomysły, służyć wiedzą i wspierać w ramach posiadanych i dostępnych środków. Nie mogę niczego narzucać ani zastępować w czymkolwiek. Właśnie tak rozumiem pracę na tym stanowisku.

Przyszła Pani do urzędu w trudnym okresie transformacji ustrojowej, ale też administracyjnej...


W urzędzie ówczesnego województwa katowickiego zaczęłam odpowiadać za kulturę w 1992 roku, jeszcze za wojewody Wojciecha Czecha. A trzeba pamiętać, że dekada lat dziewięćdziesiątych to okres gwałtownego uruchomienia mechanizmów rynkowych, które zaczęły decydować nie tylko o gospodarce. To wtedy został przesądzony los wielu placówek kulturalnych. Chociażby zakładowe domy kultury, które wówczas upadały jeden pod drugim. Na palcach jednej ręki można teraz policzyć te, które się ostały. Zniknęło też wiele innych potrzebnych instytucji kulturalnych. Podstawową przesłanką ich likwidacji był bowiem pieniądz, a właściwie jego brak. Zakłady pracy występujące dotąd w roli mecenasa kultury, same musiały sobie poradzić na trudnym rynku, więc pozbywały się balastu. Udało się uratować z wyjątkami – tylko instytucje kulturalny przejęte przez lokalne samorządy. Wówczas to podjęliśmy wraz z osobami odpowiedzialnymi za kulturę w innych województwach walkę, aby dotychczasową tzw. historyczną metodę ustalania wysokości dotacji na kulturę (jeśli któreś województwo dostawało z Ministerstwa Kultury dużo pieniędzy to stale, a jeśli mniej to tak co roku) zastąpić przyznawaniem dotacji na podstawie oszacowania faktycznych potrzeb. Pod egidą ówczesnego wojewody wrocławskiego zebrała się robocza grupa w składzie 5. do 7. osób, które opracowały zasadę tzw. parametryzacji wydatków na kulturę. Podstawę wyjściową do obliczeń stanowiła liczba instytucji kultury, zabytków, szkół artystycznych w danym województwie.Ich utrzymanie stanowi bowiem o możliwościach rozwoju kultury i jest wyrazem troski o dziedzictwo przeszłości. W wyniku żmudnych prac okazało się, że najbiedniejsze w tej materii są właśnie województwa południowej Polski – wbrew utartym mitom o bogactwie Śląska. Nasze opracowanie zostało przyjęte w roku 1996 przez Radę Ministrów i niestety tylko przez dwa lata systematycznie wdrażane. Trudną sytuację ratowały niektóre lokalne samorządy. Stało się tak np. w przypadku Sosnowca za prezydentury Michała Czarskiego, kiedy to miasto częściowo wzięło "na garnuszek" Teatr Zagłębia, tzn. pokrywało 40% wydatków, a Urząd Wojewódzki – 60%. Kiedy w 1999 roku powstał samorząd wojewódzki, ponownie pojawił się problem, bo tworząc nowy szczebel władzy nie wyposażono go w odpowiednie środki finansowe. Co prawda część kompetencji kulturalnych przekazano gminom, część – powiatom, ale i tak w gestii samorządu wojewódzkiego pozostały te największe, najbardziej prestiżowe, ale przez to najkosztowniejsze instytucje. Niedoszacowanie finansowe groziło unicestwieniem dotychczasowego dorobku kulturalnego, a trzeba zważyć, że w tym samym czasie przybył jeszcze jeden potężny obiekt - nowy gmach Biblioteki Śląskiej. Ta sytuacja dotknęła wszystkie województwa, ale u nas było najgorzej. Liczyliśmy na to, że zaproponowana przez nas parametryzacja zostanie wykorzystana w nowej rzeczywistości. Gdzieś jednak po drodze ją pominięto. Otrzymaliśmy zaledwie 80% tego, co w roku poprzedzającym reformę. Decydenci się zmienili i nie znali realiów. My – ludzie zawodowo związani z kulturą, musieliśmy o tym nieustannie przypominać. Aby pokryć najpilniejsze potrzeby, Ministerstwo Kultury utworzyło rezerwę finansową, która trwała aż do 2004 roku, kiedy wskutek nowej ustawy o dochodach poprawiła się finansowa kondycja samorządów. Dzisiaj pod swoją pieczą mamy 18 instytucji kultury, współfinansujemy też Zabytkową Kopalnię Guido. Mamy identyczne obowiązki i możliwości prawne wspierania kultury jak każdy szczebel samorządu terytorialnego - oprócz powoływania instytucji kultury fundowanie stypendiów twórczych, dotacje dla stowarzyszeń, nagrody dla twórców. Dla wszystkich samorządów kultura jest zadaniem obowiązkowym. Różni nas tylko zasięg działania. Dla nas jest to zasięg regionalny, ponieważ nasze wydatki na kulturę to podatki mieszkańców całego regionu, dlatego też oferta dofinansowana z tych środków musi mieć zasięg albo znaczenie ponadlokalne. Na finansowanie kultury w mieście "składają się" mieszkańcy tego miasta, gminy wiejskiej - mieszkańcy tej wsi.

No dobrze… Weszliśmy jednak w międzyczasie do Unii Europejskiej. Czy to wpłynęło na sytuację kultury w województwie śląskim?

Bez wątpienia. Środki europejskie i samorządowe wspomagają działalność istniejących już instytucji kultury, ale też sprzyjają tworzeniu nowych inicjatyw. Ich przyznaniewiążę z koniecznością udowodnienia zapotrzebowania na istnienie konkretnych przedsięwzięć. Jeśli nie widzę w macierzystym środowisku oznak poparcia inicjatywy, o której dofinansowanie ktoś wnioskuje, wtedy rodzą się wątpliwości co do jej sensu, ponieważ, być może, poza jej twórcami, nie jest nikomu potrzebna. Trzeba zawsze pamiętać, że są to środki publiczne, a więc w zamian my płacący podatki powinniśmy otrzymać interesującą ofertę m.in. kulturalną. Dla Unii natomiast liczy się tzw. wartość dodana, czyli na ile inwestycja w kulturę przyniesie wymierne korzyści – zwiększy atrakcyjność turystyczną, stworzy dodatkowe miejsca pracy. Potrzeb jest sporo, bo oprócz wielu twórców i stowarzyszeń w województwie działa ponad 1200 instytucji kultury…

Nic dziwnego więc, że Pani gabinet jest wciąż oblężony...

Marzy mi się czasem zamontowanie kamery. Niektórzy publicyści mieliby dopiero o czym pisać przeglądając nagrania. Mogliby wreszcie zweryfikować swoje wyobrażenia o pracy urzędnika. Oczekiwania środowisk wielokrotnie przewyższają nasze możliwości. Staramy się jednak mimo wszystko pomagać, choćby poprzez organizowanie różnego rodzaju konkursów, fundowanie stypendiów, nagród np. Złotych Masek, nagród za wydarzenie muzealne. Jesteśmy też jedynym województwem, które przyjęło strategię rozwoju kultury w regionie i właśnie jej wdrażaniu, a także kondycji wojewódzkich instytucji kultury, ma być poświęcona w czerwcu sesja sejmiku samorządowego . W tej chwili przygotowujemy się do niej gromadząc i analizując dane, aby uzyskać obraz tego co się zmienia na lepsze, ale i tego co może być zagrożeniem. Bieżącym monitorowaniem wskaźników zawartych w strategii zajmuje się Regionalny Ośrodek Kultury w Katowicach, a jego odpowiednik w Bielsku-Białej prowadzi wortal internetowy www.silesiakultura.pl, gdzie zamieszczane są informacje i dane z obszaru całego województwa. A tak w ogóle, to marzy mi się przeprowadzenie ponownej debaty o kulturze, podobnej do tej, jaka odbyła się w 1998 roku. Dałaby bez wątpienia odpowiedź na oczekiwania twórców i działaczy kultury, pozwoliłaby zdiagnozować stan dzisiejszy, ale także określić obowiązki wszystkich szczebli samorządu terytorialnego w rozwoju kultury i najsensowniejsze obszary jej wspierania.

(Wywiad autoryzowany)

P.S. Red. Michał Smolorz sugeruje ostatnio, że teksty przychylne dr Łucji Ginko piszą beneficjenci funduszy rozdzielanych przez Urząd Marszałkowski. Z czystym zatem sumieniem mogę stwierdzić, że redakcja nasza jest w tej materii ledwie połowicznym szczęściarzem, w co i tak pewnie red. Smolorz nie uwierzy... (przyp. autora).
 

Partnerzy