Wybrałam formę wywiadu z sama sobą, bo najlepiej jest napisać co chcę, właśnie w takiej formie. W wywiadzie występują: A – Karolina pytająca; B – Karolina odpowiadająca.
A: W jakich czasach żyjemy?
B: W łatwych.
Dlaczego?
Wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Łatwo znaleźć pracę, przemieszczać się między kontynentami, chodzić po ulicach, nie obawiając się praktycznie niczego, możesz być sobą, a to w życiu najważniejsze.
Co to jest inicjatywa Brama Cukermana?
To poważnie przemyślana inicjatywa. Rozłożona w czasie przyniesie konkretne efekty.
Wyjaśnij nazwę. Co się pod nią kryje?
Kilka młodych osób, które chcą działać na bardzo konkretnym polu i w konkretnych sprawach. To przede wszystkim ludzie, chociaż nazwa pochodzi od miejsca, które wkrótce będzie znane nie tylko w Zagłębiu i na Śląsku. Taki przynajmniej mamy cel... między innymi.
Cóż to za miejsce?
To pożydowski Dom Modlitwy w tzw. Bramie Cukermana od nazwiska byłego właściciela kamienicy, Nuchima Cukermana.
Chyba nie każdy może rezydować w pożydowskim Domu Modlitwy? Jak dobrze rozumiem, tym miejscem dysponujecie?
Kamienica w części należy do pana Bogusława Balińskiego. Jest on właścicielem dawnego Domu Modlitwy. Przed wojną większość budynków w Będzinie należała do Żydów, którzy stanowili ponad połowę ludności miasta, stąd Dom Modlitwy. Organizowali sobie prywatne bożnice, synagoga była w mieście jedna, nie mieściła wszystkich. Obecnie wynajmuję to mieszkanie.
W porządku, powiedz jednak, jak to się stało, że jesteś najemcą tego wyjątkowego obiektu? Wcześniej mieszkanie wynajmował Urząd Miasta wraz z Gminą Żydowską w Katowicach.
Nie będę dementować plotek i różnych publikacji, dlaczego już tak nie jest, ale też nie będę ich powielać, można o tym poczytać w internecie. Właściwie Urząd Miasta przyczynił się do pokazania tego miejsca światu. Niestety, tylko na chwilę i na małą skalę. Poddali się w trakcie, zabrakło konsekwencji. Gmina Żydowska, wiedząc o jego istnieniu, nie interesuje się tym miejscem zupełnie!!!! Dla mnie to istna paranoja! Ja o mieszkaniu dowiedziałam się od jednego z urzędników i wynajęłam je, żeby uratować... Po prostu tak należało.
Czyli to nie była fanaberia? Nie szukałaś tego miejsca, ale wiedziałaś o nim wcześniej?
Wiedziałam z prasy, cieszyłam się, że odkrywane są tak piękne miejsca, cenne kulturowo i historycznie. Kocham sztukę, a w domu modlitwy jest kawał sztuki, może nie najwyższych lotów, ale zawsze... Sztuka, kultura, dziedzictwo. Tymi kategoriami myślałam długo o tym miejscu. Nie mogłam dopuścić, żeby zostało zapomniane, wręcz zniszczone. Tak właśnie miało się stać i gdyby Inicjatywa Brama Cukermana nie zawiązała się, polichromie zostałyby zniszczone.
Powiedziałaś, że myślałaś – to znaczy że teraz myślisz już inaczej?
To jest tak: jak jesteś bardziej wrażliwa niż reszta, wydaje ci się że do trzydziestki coś przełomowego wydarzy się w życiu. To piękne złudzenie, które rzadko się spełnia. Zawsze chciałam obcować ze sztuką i kulturą i być może dlatego dotarłam do Bramy Cukermana. Być może dlatego walczyłam o to miejsce. Ono pozwala mi od jakiegoś czasu inaczej żyć. Inaczej patrzeć na wiele spraw. Na nie właśnie czekałam, a być może ono czekało na mnie. Odnaleźliśmy się. Nawet jeśli to ma trwać chwilę. Dom Modlitwy na zawsze wpisany będzie w mój życiorys, zajmuje w nim szczególne miejsce. Wiem, że takie działania są potrzebne, i że ludzie doceniają taką pracę. Chciałabym, żeby to miejsce służyło Polakom, turystom ze świata, jako miejsce kontemplacji i nauki, tak jak kiedyś podobnym celom służyło Żydom. Nie zapominam nigdy o tragedii, jaka ich spotkała, z tym większym szacunkiem odnoszę się do spuścizny po ich kulturze.
Wytłumacz mi, czy ty w jakiś sposób jesteś związana z kulturą żydowską, czy po prostu cię fascynuje?
Jestem Polką na wskroś. Jestem też rodowitą będzinianką. Jestem kulturoznawcą i jestem za równouprawnieniem kultur i nacji. Domem modlitwy zaopiekowałam się, bo to również dziedzictwo kulturowe Polaków. Na ścianach są polichromie z lat 30. XX wieku. Można by powiedzieć standardowe, podobne do tych w innych prywatnych domach modlitwy. Poznaję ich symbolikę, potrafię przetłumaczyć z hebrajskiego niektóre zachowane w Domu inskrypcje. Znam też historię miejsca, na ile to możliwe...
Mówiłaś o kilku młodych osobach...
Przecież sama nie dałabym rady! Wszyscy tworzymy Inicjatywę Brama Cukermana. Obecnie jest nas piątka: Grzegorz Onyszko – historyk, Krzychu Michalski – fotografik oraz Kuba Lubomski najmłodszy fascynat i poszukiwacz skarbów przeszłości, mój mąż Piotr Jakoweńko i ja. Projekt cały czas się rozwija, zapraszamy kolejnych członków. Jesteśmy mocno zaangażowani i możemy na sobie polegać.
Jak to się stało, że inni się tym problemem zainteresowali, bo jak rozumiem – z mężem działaliście od początku, a reszta?
Faktycznie, to właściwie mąż bardzo walczył o to miejsce. Na początku działałam ze znajomym, Pawłem Oczkowskim, to z nim wynajęłam Dom Modlitwy. Niestety nasze drogi rozeszły się. Grzegorz i Krzychu są właściwie od początku całej akcji. Po prostu weszli i zostali. Pokochali to miejsce.
Powiedziałaś „mąż walczył”?
Uwierz, nie było łatwo. Nie od razu mogliśmy wynająć Dom Modlitwy. Właściciel był bardzo zrażony do jakiejkolwiek aktywności wokół miejsca, chciał, aby było tam zwyczajne mieszkanie. Interweniowaliśmy i udało się. Zawiadomiliśmy wojewódzkiego konserwatora zabytków i tak się zaczęło nasze działanie. To była jednak długa wyboista droga, czasami poddawałam się... serio.
Co przekonało właściciela do Was?
Myślę, że nasza szczerość. Poza tym wyczuł, że mamy dobre chęci i że może wreszcie jesteśmy szansą dla tego miejsca.
I zgodził się na Wasze plany?
Wszystkie decyzje podejmujemy z synem pana Balińskiego. On nadzoruje, można by powiedzieć, współpracę z nami.
Wspomniałaś o fundacji. Dlaczego właśnie takie rozwiązanie wybraliście dla swojej działalności?
Fundacja daje wiele możliwości, m.in. pozyskiwania pieniędzy. Będziemy ich potrzebować. To niemałe pieniądze! Poza tym w statucie mamy wiele innych form działalności… A jak z utrzymaniem tego miejsca, przecież płacicie za wynajem? Na początku bezpowrotnie władowaliśmy trochę prywatnej kasy. Teraz wspomaga nas Starostwo Powiatowe w Będzinie.
Może o innych projektach? Ruszyła Hurtownia Manufaktury… Na czym polega?
Zamysłem jest stworzenie na terenie Zagłębia szlaku nieistniejących już przedsiębiorstw. Realizujemy to wspólnie ze Starostwem Powiatowym. Zaczęło się tak: Grzesiu Onyszko, historyk, uwielbia archiwa, stare dokumenty i mapy. Pewnego razu przyniósł piękną książkę, dzisiaj powiedzielibyśmy, telefoniczną, z ewidencją zawodów, sklepów, manufaktur z lat międzywojennych, z województwa kieleckiego, małopolskiego i części śląskiego. Absolutnie zachwyciłam się tą publikacją. Typografią, układem graficznym ogłoszeń, a nade wszystko historią. Odszukaliśmy w Będzinie przedsiębiorstwa, które znajdowały się w owym czasie w mieście. Grzegorz dopasował kamienice do ogłoszeń, a potem zaraziliśmy projektem Starostwo. I tak powstał nasz projekt Hurtownia Manufaktury.
Na czym dokładnie to polega? Znakujecie kamienice?
Tak, to są być szyldy na nich zawieszane, stylizowane na tamte czasy, mapa zawierająca wszystkie informacje, do których dotarliśmy (należy zaznaczyć, że wielu kamienic już nie ma) oraz strona www.hurtowniamanufaktury.pl. Projekt będzie kontynuowany w Sosnowcu. Jest zainteresowanie. Chcemy pobudzić mieszkańców do refleksji nad historią miasta, a także ujawniać zapomnianą wielokulturowość regionu.
Inne projekty?
Priorytetem jest renowacja Domu Modlitwy. Ale mamy kilka pomysłów na publikacje, festiwal artystyczny, szlaki turystyczne. Zależy nam na ukazaniu historii regionu z jego wielokulturowością. Tego, o czym nie wszyscy wiedzą i o czym nie pamiętają. Mam nadzieję, że Wam się uda...
Masz ambitne plany – czy aby realne?
Zawsze mówię, że lepiej gonić lepszych od siebie, niż być najlepszą wśród słabszych. Dlatego nie boję się wyzwań. Nie wiem, czy wszystko się uda. Niektórzy twierdzą, że w Będzinie to niemożliwe, bo ma złą aurę. Nie zgadzam się. Widzę tu malowniczą starówkę, która tylko czeka na rewitalizację!
A nie sądzisz, że odczuwalne są w Będzinie jakieś braki, bo jakoś tutaj dziwnie… Z jednej strony pięknie, malowniczo, z drugiej – bardzo smutno?
Pewnie czujesz to samo, co większość zwiedzających: żydowski klimat, a Żydów brak. Codziennie myślę o wielkiej krzywdzie, jaka spotkała mieszkańców tego miasta, nie tylko Żydów! To się czuje, ale trzeba odnaleźć w tym równowagę, przypominać i szanować, co się zachowało. To jest wyjątkowe miasto, z malowniczym wzgórzem zamkowym, z niezwykłą architekturą, przyjemnym centrum. Pokuszę się o stwierdzenie, że lada moment miasto doczeka się aktywności zarówno turystycznej, jak i ze strony mieszkańców. Potencjał trzeba rozbudzać…
Na zakończenie, Karolino, ponawiam pytanie: w jakich czasach żyjemy?
Podtrzymuję, że w łatwych i jeszcze, że w przyjemnych. Bo można prywatnie robić niesamowite rzeczy i nawet jeśli komuś się to nie podoba, można to robić dalej. Nie trzeba się kryć i uciekać. A więc w czasach wolności… Doceniam to. Nawet jeśli to odbywa się w Będzinie.
Karolina Jakoweńko (ur. 1980), ukończyła kulturoznawstwo na Uniwersytecie Marii Curie–Skłodowskiej w Lublinie. Jest świeżo upieczonym przewodnikiem terenowym i miejskim po województwie śląskim. Współzałożycielka Inicjatywy Brama Cukermana. Inicjatywa Brama Cukermana – projekt młodych ludzi, który powstał w celu renowacji i opieki nad dawnym, przedwojennym, żydowskim Domem Modlitwy w Będzinie. Dom Modlitwy znajduje się przy Al. Kołłątaja 24/28. Inicjatywa Brama Cukermana działa od sierpnia 2008 roku.
A: W jakich czasach żyjemy?
B: W łatwych.
Dlaczego?
Wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Łatwo znaleźć pracę, przemieszczać się między kontynentami, chodzić po ulicach, nie obawiając się praktycznie niczego, możesz być sobą, a to w życiu najważniejsze.
Co to jest inicjatywa Brama Cukermana?
To poważnie przemyślana inicjatywa. Rozłożona w czasie przyniesie konkretne efekty.
Wyjaśnij nazwę. Co się pod nią kryje?
Kilka młodych osób, które chcą działać na bardzo konkretnym polu i w konkretnych sprawach. To przede wszystkim ludzie, chociaż nazwa pochodzi od miejsca, które wkrótce będzie znane nie tylko w Zagłębiu i na Śląsku. Taki przynajmniej mamy cel... między innymi.
Cóż to za miejsce?
To pożydowski Dom Modlitwy w tzw. Bramie Cukermana od nazwiska byłego właściciela kamienicy, Nuchima Cukermana.
Chyba nie każdy może rezydować w pożydowskim Domu Modlitwy? Jak dobrze rozumiem, tym miejscem dysponujecie?
Kamienica w części należy do pana Bogusława Balińskiego. Jest on właścicielem dawnego Domu Modlitwy. Przed wojną większość budynków w Będzinie należała do Żydów, którzy stanowili ponad połowę ludności miasta, stąd Dom Modlitwy. Organizowali sobie prywatne bożnice, synagoga była w mieście jedna, nie mieściła wszystkich. Obecnie wynajmuję to mieszkanie.
W porządku, powiedz jednak, jak to się stało, że jesteś najemcą tego wyjątkowego obiektu? Wcześniej mieszkanie wynajmował Urząd Miasta wraz z Gminą Żydowską w Katowicach.
Nie będę dementować plotek i różnych publikacji, dlaczego już tak nie jest, ale też nie będę ich powielać, można o tym poczytać w internecie. Właściwie Urząd Miasta przyczynił się do pokazania tego miejsca światu. Niestety, tylko na chwilę i na małą skalę. Poddali się w trakcie, zabrakło konsekwencji. Gmina Żydowska, wiedząc o jego istnieniu, nie interesuje się tym miejscem zupełnie!!!! Dla mnie to istna paranoja! Ja o mieszkaniu dowiedziałam się od jednego z urzędników i wynajęłam je, żeby uratować... Po prostu tak należało.
Czyli to nie była fanaberia? Nie szukałaś tego miejsca, ale wiedziałaś o nim wcześniej?
Wiedziałam z prasy, cieszyłam się, że odkrywane są tak piękne miejsca, cenne kulturowo i historycznie. Kocham sztukę, a w domu modlitwy jest kawał sztuki, może nie najwyższych lotów, ale zawsze... Sztuka, kultura, dziedzictwo. Tymi kategoriami myślałam długo o tym miejscu. Nie mogłam dopuścić, żeby zostało zapomniane, wręcz zniszczone. Tak właśnie miało się stać i gdyby Inicjatywa Brama Cukermana nie zawiązała się, polichromie zostałyby zniszczone.
Powiedziałaś, że myślałaś – to znaczy że teraz myślisz już inaczej?
To jest tak: jak jesteś bardziej wrażliwa niż reszta, wydaje ci się że do trzydziestki coś przełomowego wydarzy się w życiu. To piękne złudzenie, które rzadko się spełnia. Zawsze chciałam obcować ze sztuką i kulturą i być może dlatego dotarłam do Bramy Cukermana. Być może dlatego walczyłam o to miejsce. Ono pozwala mi od jakiegoś czasu inaczej żyć. Inaczej patrzeć na wiele spraw. Na nie właśnie czekałam, a być może ono czekało na mnie. Odnaleźliśmy się. Nawet jeśli to ma trwać chwilę. Dom Modlitwy na zawsze wpisany będzie w mój życiorys, zajmuje w nim szczególne miejsce. Wiem, że takie działania są potrzebne, i że ludzie doceniają taką pracę. Chciałabym, żeby to miejsce służyło Polakom, turystom ze świata, jako miejsce kontemplacji i nauki, tak jak kiedyś podobnym celom służyło Żydom. Nie zapominam nigdy o tragedii, jaka ich spotkała, z tym większym szacunkiem odnoszę się do spuścizny po ich kulturze.
Wytłumacz mi, czy ty w jakiś sposób jesteś związana z kulturą żydowską, czy po prostu cię fascynuje?
Jestem Polką na wskroś. Jestem też rodowitą będzinianką. Jestem kulturoznawcą i jestem za równouprawnieniem kultur i nacji. Domem modlitwy zaopiekowałam się, bo to również dziedzictwo kulturowe Polaków. Na ścianach są polichromie z lat 30. XX wieku. Można by powiedzieć standardowe, podobne do tych w innych prywatnych domach modlitwy. Poznaję ich symbolikę, potrafię przetłumaczyć z hebrajskiego niektóre zachowane w Domu inskrypcje. Znam też historię miejsca, na ile to możliwe...
Mówiłaś o kilku młodych osobach...
Przecież sama nie dałabym rady! Wszyscy tworzymy Inicjatywę Brama Cukermana. Obecnie jest nas piątka: Grzegorz Onyszko – historyk, Krzychu Michalski – fotografik oraz Kuba Lubomski najmłodszy fascynat i poszukiwacz skarbów przeszłości, mój mąż Piotr Jakoweńko i ja. Projekt cały czas się rozwija, zapraszamy kolejnych członków. Jesteśmy mocno zaangażowani i możemy na sobie polegać.
Jak to się stało, że inni się tym problemem zainteresowali, bo jak rozumiem – z mężem działaliście od początku, a reszta?
Faktycznie, to właściwie mąż bardzo walczył o to miejsce. Na początku działałam ze znajomym, Pawłem Oczkowskim, to z nim wynajęłam Dom Modlitwy. Niestety nasze drogi rozeszły się. Grzegorz i Krzychu są właściwie od początku całej akcji. Po prostu weszli i zostali. Pokochali to miejsce.
Powiedziałaś „mąż walczył”?
Uwierz, nie było łatwo. Nie od razu mogliśmy wynająć Dom Modlitwy. Właściciel był bardzo zrażony do jakiejkolwiek aktywności wokół miejsca, chciał, aby było tam zwyczajne mieszkanie. Interweniowaliśmy i udało się. Zawiadomiliśmy wojewódzkiego konserwatora zabytków i tak się zaczęło nasze działanie. To była jednak długa wyboista droga, czasami poddawałam się... serio.
Co przekonało właściciela do Was?
Myślę, że nasza szczerość. Poza tym wyczuł, że mamy dobre chęci i że może wreszcie jesteśmy szansą dla tego miejsca.
I zgodził się na Wasze plany?
Wszystkie decyzje podejmujemy z synem pana Balińskiego. On nadzoruje, można by powiedzieć, współpracę z nami.
Wspomniałaś o fundacji. Dlaczego właśnie takie rozwiązanie wybraliście dla swojej działalności?
Fundacja daje wiele możliwości, m.in. pozyskiwania pieniędzy. Będziemy ich potrzebować. To niemałe pieniądze! Poza tym w statucie mamy wiele innych form działalności… A jak z utrzymaniem tego miejsca, przecież płacicie za wynajem? Na początku bezpowrotnie władowaliśmy trochę prywatnej kasy. Teraz wspomaga nas Starostwo Powiatowe w Będzinie.
Może o innych projektach? Ruszyła Hurtownia Manufaktury… Na czym polega?
Zamysłem jest stworzenie na terenie Zagłębia szlaku nieistniejących już przedsiębiorstw. Realizujemy to wspólnie ze Starostwem Powiatowym. Zaczęło się tak: Grzesiu Onyszko, historyk, uwielbia archiwa, stare dokumenty i mapy. Pewnego razu przyniósł piękną książkę, dzisiaj powiedzielibyśmy, telefoniczną, z ewidencją zawodów, sklepów, manufaktur z lat międzywojennych, z województwa kieleckiego, małopolskiego i części śląskiego. Absolutnie zachwyciłam się tą publikacją. Typografią, układem graficznym ogłoszeń, a nade wszystko historią. Odszukaliśmy w Będzinie przedsiębiorstwa, które znajdowały się w owym czasie w mieście. Grzegorz dopasował kamienice do ogłoszeń, a potem zaraziliśmy projektem Starostwo. I tak powstał nasz projekt Hurtownia Manufaktury.
Na czym dokładnie to polega? Znakujecie kamienice?
Tak, to są być szyldy na nich zawieszane, stylizowane na tamte czasy, mapa zawierająca wszystkie informacje, do których dotarliśmy (należy zaznaczyć, że wielu kamienic już nie ma) oraz strona www.hurtowniamanufaktury.pl. Projekt będzie kontynuowany w Sosnowcu. Jest zainteresowanie. Chcemy pobudzić mieszkańców do refleksji nad historią miasta, a także ujawniać zapomnianą wielokulturowość regionu.
Inne projekty?
Priorytetem jest renowacja Domu Modlitwy. Ale mamy kilka pomysłów na publikacje, festiwal artystyczny, szlaki turystyczne. Zależy nam na ukazaniu historii regionu z jego wielokulturowością. Tego, o czym nie wszyscy wiedzą i o czym nie pamiętają. Mam nadzieję, że Wam się uda...
Masz ambitne plany – czy aby realne?
Zawsze mówię, że lepiej gonić lepszych od siebie, niż być najlepszą wśród słabszych. Dlatego nie boję się wyzwań. Nie wiem, czy wszystko się uda. Niektórzy twierdzą, że w Będzinie to niemożliwe, bo ma złą aurę. Nie zgadzam się. Widzę tu malowniczą starówkę, która tylko czeka na rewitalizację!
A nie sądzisz, że odczuwalne są w Będzinie jakieś braki, bo jakoś tutaj dziwnie… Z jednej strony pięknie, malowniczo, z drugiej – bardzo smutno?
Pewnie czujesz to samo, co większość zwiedzających: żydowski klimat, a Żydów brak. Codziennie myślę o wielkiej krzywdzie, jaka spotkała mieszkańców tego miasta, nie tylko Żydów! To się czuje, ale trzeba odnaleźć w tym równowagę, przypominać i szanować, co się zachowało. To jest wyjątkowe miasto, z malowniczym wzgórzem zamkowym, z niezwykłą architekturą, przyjemnym centrum. Pokuszę się o stwierdzenie, że lada moment miasto doczeka się aktywności zarówno turystycznej, jak i ze strony mieszkańców. Potencjał trzeba rozbudzać…
Na zakończenie, Karolino, ponawiam pytanie: w jakich czasach żyjemy?
Podtrzymuję, że w łatwych i jeszcze, że w przyjemnych. Bo można prywatnie robić niesamowite rzeczy i nawet jeśli komuś się to nie podoba, można to robić dalej. Nie trzeba się kryć i uciekać. A więc w czasach wolności… Doceniam to. Nawet jeśli to odbywa się w Będzinie.
Karolina Jakoweńko (ur. 1980), ukończyła kulturoznawstwo na Uniwersytecie Marii Curie–Skłodowskiej w Lublinie. Jest świeżo upieczonym przewodnikiem terenowym i miejskim po województwie śląskim. Współzałożycielka Inicjatywy Brama Cukermana. Inicjatywa Brama Cukermana – projekt młodych ludzi, który powstał w celu renowacji i opieki nad dawnym, przedwojennym, żydowskim Domem Modlitwy w Będzinie. Dom Modlitwy znajduje się przy Al. Kołłątaja 24/28. Inicjatywa Brama Cukermana działa od sierpnia 2008 roku.

