Strona główna | Redakcja

Moda na Sosnowiec. Z Kazimierzem Górskim, Prezydentem Sosnowca rozmawia Paweł Sarna / nr 9/10

Na przełomie lat 80. i 90. Sosnowiec był miastem przemysłowym. Górnictwo węglowe i trochę w mniejszym stopniu hutnictwo przez kilka dziesięcioleci było czynnikiem miastotwórczym. Jakie zmiany nastąpiły w gospodarce miasta po zamknięciu prawie wszystkich kopalń oraz restrukturyzacji, a właściwie znacznej likwidacji przemysłu hutniczego?

Spotykamy się w okresie obchodów powstania, czy raczej restytucji samorządów w Polsce. Dzisiaj może już tego tak nie zauważamy, ale trzeba wspomnieć ten moment, kiedy prawie 30 tys. górników straciło pracę na terenie miasta, gdy zamknięto większość kopalń, z których właściwie została jedna – „Kazimierz Juliusz”. Sosnowiec szczycił się też silnym przemysłem włókienniczym z takimi zakładami, jak Intertex, Politex, Wanda. Dzisiaj już nie istnieją. Przypominając o tych uciążliwościach, można mieć też satysfakcję, że początki działania samorządu w historii naszego miasta zbiegły się z olbrzymimi wyzwaniami, z którymi w dużej mierze już sobie poradziliśmy. Przy tak dużych zmianach gospodarczych nie ma możliwości, żeby z niewielkim budżetem uporać się ze wszystkimi problemami, zresztą z nimi nie radzi sobie cała Polska. Zmieniliśmy obraz miasta diametralnie. Sosnowiec to dziś zielone miasto, w którym nie ma żadnego trującego komina. To oznacza, że zmiany zaszły naprawdę bardzo daleko. Zakłady, które dziś powstają, to przedsiębiorstwa XXI wieku, produkujące w oparciu o najnowocześniejsze technologie. Jesteśmy chyba jedyną gminą, która nie tylko w Polsce, ale i w Europie poradziła sobie tak szybko z terenami poprzemysłowymi. Nie ma już miejsca w Sosnowcu, które by nie było zmienione dzięki wysiłkowi samorządu i mieszkańców. Chodzi nie tylko o tereny pokopalniane, ale wszelkie poprodukcyjne. Są oczywiście pewne obszary, których nie udało nam się przejąć ze względu na przepisy dające możliwość rozprzedawania części zakładów pracy oraz duże uprawnienia syndyków masy upadłościowej. Do strefy ekonomicznej przejęliśmy tereny po kopalni „Milowice”, kupiliśmy tereny po kopalni „Sosnowiec”, „Niwka-Modrzejów”, częściowo kupiliśmy tereny kopalni piasku „Maczki-Bór”. Powstała tam większość nowych zakładów pracy, gdzie 50 proc. mieszkańców zatrudnionych w przemyśle pracuje w zakładach zbudowanych dzięki staraniom samorządu. Jeszcze ważniejsze od wymienionych są te zmiany, które na co dzień traktujemy jako normalne.

To wszystko wokół, co działa dobrze, nie dziwi, a najłatwiej zauważa się złe rzeczy. To też naturalne.

Gdy rozpoczynałem pracę w samorządzie, Sosnowiec miał 3 lokale gastronomiczne, które ledwo działały. Życie wieczorne właściwie nie istniało. Nie było żadnych funkcjonujących hal sportowych, odnowionych stadionów, miejsc, które nadawałyby się na widokówkę z miasta. Tak wyglądał Sosnowiec jeszcze kilkanaście lat temu. Kryzys u nas zaczął się o wiele wcześniej, praktycznie całe lata 80. były już w tym regionie latami bez inwestycji. Sosnowiec nie był modny, niedobrze było podejmować przedsięwzięcia, które gdzie indziej byłyby dobrze postrzegane. Miasto odczuło to bardzo mocno, szczególnie w latach 90., kiedy doszło do upadku dużej części przemysłu. Dzisiaj wyznacznikiem miasta są Międzynarodowe Targi EXPO SILESIA, najnowocześniejsze zakłady produkcyjne, wraz z budowaną obecnie, największą w Europie, fabryką baterii słonecznych, czy strefy przemysłowe w Dańdówce, Milowicach i na terenie kopalni „Sosnowiec”. Do tego dodać należy przejęcie obciążenia sportem, kulturą i rekreacją, które kiedyś były utrzymywane przez państwowe zakłady. Wszystko to spoczywa na barkach samorządu i mieszkańców. Ostatnią sosnowiecką spółkę skarbu państwa, Zakłady Budowy Maszyn Wiertniczych przy ul. Mikołajczyka Ministerstwo Skarbu wystawiło niedawno do sprzedaży. Można powiedzieć, że w gospodarce miasta udziału państwa już dzisiaj nie ma. Sosnowiec kiedyś kojarzył się głównie z zakładami państwowymi, a dziś mamy już zarejestrowanych prawie 25 tys. podmiotów gospodarczych i sto kilkadziesiąt dużych zakładów różnych branż. Z całego świata inwestorzy przyjeżdżają do Sosnowca i zapewniają nowe miejsca pracy.

Główny ciężar spoczął na władzach samorządowych praktycznie w całości?

Tak, choć były pewne drobne środki pomocowe. Wciąż nie mówi się o tym głośno, ale Kontrakt dla Województwa Śląskiego, który był przewidziany do pomocy gminom górniczym, zrealizowano w ten sposób, że kopalnie zlikwidowano w Zagłębiu, a środki – kilka miliardów złotych – właściwie w całości przeznaczono na część górnośląską. Wiemy, że tam są olbrzymie potrzeby, ale nasze problemy też należało zauważyć. Nasza część województwa nie otrzymała żadnej znaczącej pomocy. Gdybyśmy ją uzyskali, efekty na pewno byłyby jeszcze lepsze.

Gdzie obecnie zatrudnieni są byli górnicy i hutnicy?

Program Pakiet Socjalny dla Górników polegał bardziej na załagodzeniu problemu społecznego niż na zagospodarowaniu wykwalifikowanych ludzi, którzy byli zatrudnieni w kopalniach. Myślę, że znakomicie mogliby się spełniać chociażby przy budowie warszawskiego metra. Tylko niewielka część górników przeszła do innych firm związanych z górnictwem. Znacząca grupa dopracowała do emerytur w kopalniach śląskich i do dzisiaj część z nich tam pracuje. Wielu otrzymało jednorazowe odprawy, które jednak nie były tak znaczące, by rzutowały na ich życie. Najwięcej w okresie restrukturyzacji zawdzięczamy pomysłowości i przedsiębiorczości samych mieszkańców Zagłębia. Obserwuję i podziwiam, jak wiele różnych pomysłów mają ludzie na ułożenie sobie dalszej działalności. Wspomagaliśmy, jak tylko mogliśmy tych, którzy chcieli się przekwalifikować, m.in. poprzez powołanie do życia Agencji Rozwoju Lokalnego, która do dziś działa z dużymi sukcesami.

Jeden problem udało się rozwiązać, pojawiają się już kolejne zagrożenia...

Dziś największy problem jest związany z absolwentami szkół wyższych, bo system szkolnictwa był wykorzystywany do łagodzenia skutków bezrobocia. Szkolnictwo wyższe cztero-, a nawet pięciokrotnie w niektórych regionach zwiększyło liczbę kształcących się. Duży odsetek studiujących powoduje, że trzeba dla nich przygotować miejsca pracy. Dzisiaj w całej Polsce dyskutuje się na ten temat, gdyż zachwiane są proporcje między potrzebami rynku a kształceniem kadr. Miasto jest producentem nowoczesnych komponentów i wyrobów gotowych w wielu branżach – i to okazało się najlepszym antidotum na kryzys. To, że zakłady są nowoczesne, uchroniło je przed likwidacją, ale ten potencjał cały czas trzeba wzmacniać.

W latach 70. Sosnowiec stał się miastem uniwersyteckim, a nawet szerzej akademickim. Poza Uniwersytetem Śląskim uruchomiono wydział farmaceutyczny Śląskiej Akademii Medycznej a w latach 90. przez kilka lat funkcjonował jeden z wydziałów Politechniki Śląskiej w Gliwicach. W 1997 roku powstała pierwsza prywatna szkoła wyższa. Jak Pan Prezydent ocenia rolę szkolnictwa wyższego w Sosnowcu i jego wpływ na wizerunek miasta?

W czasach gdy dominował przemysł ciężki, potrzeba było kadr dla przemysłu. Jako region przemysłowy przypominaliśmy o znaczeniu w nim Uniwersytetu Śląskiego. Dziś wszystkie uczelnie zaczynają współpracować. Na terenie miasta mamy około 15 tys. studentów, a ta liczba będzie jeszcze wzrastać. Najważniejsze dla nas jest wypracowywanie modelu współpracy z uczelniami, co zresztą przynosi już efekty. W ciągu zaledwie kilku lat, w porozumieniu z rektorami i dziekanami, zrealizowaliśmy budynek przy ul. Wojska Polskiego, gdzie są już trzy uczelnie. Powstają tam nowe kierunki, m.in. pielęgniarstwo i inżynieria środowiska. Kolejne inwestycje to nowe obiekty – przy ul. Jedności, wraz ze Śląskim Uniwersytetem Medycznym za kilkadziesiąt milionów, oraz olbrzymi gmach dla Instytutów Neofilologii Uniwersytetu Śląskiego za ponad 70 mln zł przy ul. Grota-Roweckiego. Trwają modernizacje i remonty obiektów przy ul. Będzińskiej, a także mniejszych budynków, jak te przy ul. Jagiellońskiej. To nie jest koniec przedsięwzięć inwestycyjnych, planujemy kolejne również z Wyższą Szkołą „Humanitas”.

W ostatnich latach zwiększyła się także atrakcyjność miasta dla studentów. Jeszcze dziesięć lat temu popołudniem nie mieli oni gdzie iść. Tylko w tym roku oddajemy młodzieży takie obiekty jak Centrum Treningowe przy ul. Kresowej zrealizowane z myślą o Euro 2012, gdzie do nocy przy sztucznym oświetleniu można grać w piłkę, trenować, ćwiczyć. Niedawno zrealizowaliśmy dwa kompleksy nowoczesnych boisk na Juliuszu i w Zagórzu, kompleks lekkoatletyczny z salkami siłowymi, kryty basen na Pogoni, boisko AKS Niwka po gruntownej modernizacji. To wszystko służy rozwojowi młodzieży.

Powiedział Pan, że jeszcze niedawno miasto nie było modne wśród inwestorów. Czy można powiedzieć, że jest już moda na Sosnowiec?

Świadczą o tym inwestycje, o których mówiłem, ale także nagrody, które otrzymujemy jako najbardziej innowacyjna gmina, w której certyfikowana jest lokalizacja inwestycji. Nasza Podstrefa Sosnowiecko-Dąbrowska od dawna przyciąga inwestorów. Mamy już w budowie dwa obiekty hotelowe. Jeden z nich będzie bardzo duży, wkomponowuje się w projekt przebudowy ul. Narutowicza i terenów kopalni „Sosnowiec”. W planach są kolejne dwa. To wszystko także przyciąga inwestorów.

Od kilku lat województwo śląskie mocno się promuje. Trzeba przypomnieć, że w Polsce nadal nie kojarzy się najlepiej. Sosnowiec mimo wielu swoich atutów nie znalazł się w nowej kampanii wizerunkowej województwa. Jaki jest tego powód?

Jest to szeroki problem związany z budową wizerunku Polski, która chciałaby się promować jako nowoczesny kraj. Ale nowoczesny kraj musi mieć także nowoczesne produkty. Przykładem naszych problemów tożsamościowych jest polski pawilon na EXPO 2010 w Szanghaju, gdzie z jednej strony widać nowatorski design, a z drugiej stylistykę wycinanek ludowych. Cały czas podobnie jest w naszym województwie. Żeby jednak to zrozumieć, trzeba tu żyć, tu być i patrzyć na to z różnych punktów, także z perspektywy Sosnowca czy Zagłębia. Obserwujemy stąd bicie się z myślami, czy bardziej iść w kierunku tradycji i pokazywać pewien schematyczny, znany już obraz Śląska, w którym jest przemysł ciężki, górnictwo, a więc patrzeć przez pryzmat historii, czy promować go jako region nowoczesny. Chciałbym, aby ten właśnie nowoczesny region był promowany od Częstochowy, poprzez Zagłębie, aż po Cieszyn w kategoriach różnorodności. Niewiele regionów ma tyle atutów, a wśród nich są miejsca pielgrzymkowe Jasnej Góry, główne dwie rzeki Polskie przepływają przez śląskie, tu znajdują się czyste źródła Wisły, mamy tu malowniczą część Polski z Jurą, Beskidem Śląskim i Żywieckim. Atutów ten region ma bardzo dużo, być może wielość odrębności regionalnych i nadmiar atrybutów powoduje, że jeszcze nikomu nie udało się stworzyć jednego produktu promocyjnego. Przeszkadza nam w tym też obciążenie historyczne, bo my nie potrafimy się od tego uwolnić tak jak inne narody i promować tego, co z punktu widzenia historycznego jest niewygodne. Jako przykład można wskazać problem z Trójkątem Trzech Cesarzy. Historycznie było tu centrum Europy i tak je trzeba promować. Myśmy do Europy nie wchodzili, nie pojawiliśmy się w niej z dalekiego kraju, ta walka o wpływy była tu już widoczna kilkaset lat temu. Trzeba pokazać, że ten region był bardzo ważny dla Europy, a nie przypominać ciągle, że byliśmy ciemiężeni. Dziś też chcemy być ważni i dla Polski, i dla Europy. W ten sposób prowadząc promocję, by pokazać Śląsk i Zagłębie bez stereotypów, byłoby o wiele łatwiej. Za dużo jest u nas krytyki oraz lęków, a za mało twórczego myślenia. My, wiedząc o tym nie czekaliśmy i rozpoczęliśmy pracę nad promocją gminy. Region zagłębiowski odgrywał rolę jako pewien łącznik – granic, wpływów, kultur, a teraz łączy miasta aglomeracji, w której jesteśmy. Stąd właśnie nasze hasło promocyjne „Sosnowiec łączy”. O tym chcemy przypominać, to chcemy promować. Czasami serce boli, gdy w różnych statystykach nie uwzględnia się Zagłębia.

Sosnowiec jest częścią Zagłębia Dąbrowskiego. Czy władze miasta widzą potrzebę budowania tożsamości regionalnej, a jeżeli tak, to w jaki sposób można ten cel osiągnąć?

Rozmawiałem na ten temat z prezydentami i burmistrzami innych miast zagłębiowskich, przy czym trzeba wspomnieć, że strategia zagłębiowska była opracowana wcześniej niż strategia wojewódzka, czy metropolitalna. Celem jest cały czas to, żeby do tej szerokiej strategii GZM-u weszły jeszcze Czeladź i Będzin oraz Knurów z Mikołowem. Ale istnieje w tej chwili problem ustawodawczy. Idea, którą ja również będę chciał szerzej przedstawiać dotyczy tego, aby w powiecie grodzkim, na podobnej zasadzie jak zrzeszają się gminy w powiecie ziemskim, mogły zrzeszać się także miasta. Nie powstawały by przez to żadne odrębne byty, a dzięki temu można by prowadzić wspólną gospodarkę odpadami, utrzymanie dróg, także projektów przestrzeni publicznej, układów komunikacyjnych. Wszystkie miasta stykają się przecież z sobą, można to wszystko zorganizować wspólnie. Może wreszcie ktoś przy tych perturbacjach z kolejami regionalnymi zauważy jak dobrze współpracujemy w regionie, jeśli chodzi o transport publiczny między miastami, obsługując komunikację ponadlokalną, która powinna być dofinansowywana przez stronę rządową. My bierzemy to na siebie już od lat – tramwajem, autobusem, czy pociągiem można przejechać trasę z Dąbrowy Górniczej do Gliwic na jednym bilecie. O tym rzadko się nie mówi. Miasta na prawach powiatu, których jest większość w tej aglomeracji, mają o wiele skromniejsze budżety od miast wojewódzkich czy byłych miast wojewódzkich, a ponoszą takie koszty, podobnie jak Wrocław, Warszawa czy Kraków. To powoduje, że przy szczupłości budżetów trzeba oszczędzać, by wypełniać te obowiązki, którymi miasta obciążono.

Czy uważa Pan, że Zagłębie powinno mięć własne logo, własny herb?

Dzisiaj jestem otwarty na taką dyskusję, czy promować Zagłębie jako subregion, czy w ramach Związku Metropolitalnego. Będziemy grać kartą dwóch obliczy tej aglomeracji, które nawzajem mogą się uzupełniać. Na ten drugi pomysł zresztą jest zgoda partnerów z części górnośląskiej. Była ona wyrażona po moim wniosku, by aglomeracja nazywała się Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia. Termin Silesia bierze się stąd, że trzeba mieć znak rozpoznawalny na zewnątrz. Z punktu widzenia promocyjnego to nas lokuje w świadomości – to jest logo, które pokazuje nas na mapie, a czasami wciąż trzeba objaśniać specyfikę tego regionu, mówić o jego odrębności.

W tym roku mija 20 lat od reaktywowania samorządu terytorialnego. Czy ta instytucja sprawdza się w praktyce zaspokajania potrzeb lokalnych mieszkańców, czy stwarza dogodne warunki dla zapewnienia rozwoju miasta?

W takich miastach na prawach powiatu jak Sosnowiec 95 proc. życia mieszkańców zależy od samorządu – od komunikacji, poprzez ochronę zdrowia, po edukację. Na pewno ta struktura się sprawdziła. Jeśli ktoś jeszcze w to nie wierzy, to podam przykład. W Polsce mniej więcej połowę środków na inwestycje ma sfera rządowa, a połowę samorządy. Jeśli wskazać przykłady inwestycji samorządowych, to widać, że ich w ogóle nie da się zliczyć, a te najważniejsze mieszkańcy widzą. Co w tym czasie udało się wybudować rządowi? Czekamy na zapory, drogi, stadiony na Euro. Są one w tej chwili budowane, ale ze środków unijnych. Dysponowaliśmy takimi samymi środkami. Dziś tak się wszyscy przyzwyczaili do samorządu, że traktują jako oczywistość to, że on jest – i to jest chyba największym osiągnięciem. Polska transformacja samorządowa uniosła ciężar przemian.

Jest Pan prezydentem już drugą kadencję. Wcześniej był Pan członkiem zarządu miasta. Mandat radnego uzyskał Pan w roku 1994. Jest więc Pan członkiem elity samorządowej od 16 lat. Jak Pan ocenia ten okres w działalności samorządu i rozwoju miasta?

Bycie radnym jest pięknym przeżyciem, bo człowiek może wymyślać dla swojego miasta coś nowego, dyskutować na tematy ważne dla miasta. Potem przechodząc do zarządu, zderza się z tą drugą stroną – jak to wszystko należy zrobić. Jako radny walczyłem o modernizację na Środuli, a dopiero dziś kończymy to zadanie. To pokazuje, że samorząd to jest walka o to, by doprowadzić do końca pewne zadnia, nawet gdy z punktu widzenia zadań priorytetowych są one na dalekim planie. Samorząd nauczył się pewnej konsekwencji w inwestowaniu. Polaków często ogarnia taki słomiany zapał, co widać często na szczeblu centralnym – nagle rzucane jest jakieś nowe hasło, bo trzeba w telewizji coś powiedzieć, a potem ginie wśród innych pomysłów. W samorządzie tak się nie da, bo ten kto był na zebraniu, przyjdzie i zapyta o to, co było obiecane, i będzie pytał wielokrotnie. Nie da się zbudować czegoś dużego, gdy się nie planuje z wyprzedzeniem na kilkanaście lat. Po to była również budowana w Sosnowcu strategia rozwoju. Przez to, że samorząd tak dobrze się sprawdził w ostatnich latach, dostaliśmy na barki potężne obciążenia, których finansowo nie zawsze jesteśmy w stanie udźwignąć, ale nadrabiamy braki finansowe sprawnością organizacyjną.

Jakich największych problemów do tej pory nie udało się rozwiązać?

Na pewno bardzo ważnym problemem, którego nie udało się rozwiązać w całej Polsce, jest problem mieszkaniowy. Szczególnie chodzi o odpowiedzialność za osoby w gminach, które nie są w stanie samodzielnie pozyskać lokalu. Całą odpowiedzialność przerzucono na samorządy, a one same sobie z tym radzą. Do tego doszła też kwestia zwrotu nieruchomości, które cały czas są gminom odbierane. Drugą sferą jest polityka społeczna, gdzie rozbudowane struktury ośrodków pomocy społecznej też spoczywają bez wystarczających środków na gminach. Trzeci problem związany jest z zapisem w ustawie, poprzez który miasta na prawach powiatu zobowiązane zostały do utrzymania dróg krajowych na terenie miast. Sosnowiec z tego powodu ma olbrzymie obciążenia. W latach 70. wybudowano tu drogi, które dziś mają prawie 40 lat, wszystkie wymagają modernizacji, a my otrzymaliśmy je „w spadku” do utrzymania.

Ponieważ od 16 lat Sosnowcem kieruje lewica, proszę powiedzieć, co jest wyznacznikiem lewicowego samorządu?

Przypominam zawsze, że kiedy potrzeba czternaście boisk przy szkołach, to trzeba je wybudować, a nie jeden obiekt na pokaz, jak na przykład wielką halę, którą wykorzystuje się kilka razy w roku. Gdy dojdziemy do końca transformacji i będziemy mieli więcej pieniędzy, to stać nas będzie na coraz większe projekty. Lewica działa w ten sposób, aby we wszystkich dzielnicach żyło się lepiej. Dzięki temu powstają place zabaw dla dzieci, boiska, domy pomocy społecznej w standardzie europejskim, które przebudowaliśmy i skończyliśmy w tym roku. Trwa remont szpitala, potężna inwestycja, właściwie w dziedzinę, której powinniśmy się wystrzegać, bo to przecież domena Ministerstwa Zdrowia. My musimy to robić, ale za to będziemy mieli jeden z największych i najnowocześniejszych szpitali w Polsce. Dalej sprawa inwestowania w kulturę, nowe obiekty – na Maczkach, w Kazimierzu. Inwestowanie w oświatę. My tego nie odczuwamy, ale wszyscy krzyczą w Polsce, że nie ma przedszkoli, nie ma żłobków – u nas są. Budujemy następne przedszkole, kolejne rozbudowujemy przy ul. Wawel. Zachowaliśmy strukturę placówek oświatowych – u nas nie trzeba dowozić dzieci do szkół z daleka. Sosnowiec jest miastem zielonym, są parki, ogrody działkowe, których nie będziemy likwidować, by budować hipermarkety, bo to są zielone płuca miasta. To wszystko pokazuje, że samorząd może być i jest coraz bliżej ludzi.

 

Partnerzy